Motto: Szanowni Studenci witryny Katedra Etyki Cywilizacji Łacińskiej. Nadeszła Wiosna  a wraz z nią „idą” spodziewane i zapowiadane fluktuacje polityczne.

***

    Myśl konserwatywna z zaniepokojeniem obserwuje rozwój tak zwanych Ruchów Narodowych, a raczej nie rozwój – tylko atrofię programową (ατροφία – zanik) tego, co ożywiło wczesną Jesienią ubiegłego roku nawet serce Konserwatysty, który – wbrew sugestiom Przyjaciół - „wyszedł z cienia” wielo-dziesięcioletniej „konspiry”, by podpowiadać Żółtodziobom w zakresie norm etycznych i fundamentów  Rzeczypospolitej.

    „Góra urodziła mysz” – jest starym przysłowiem, a jakiego zjawiska na „firmamencie politycznym” dotyczy – pozostawiam Inteligencji Czytelnika…

    Myśl konserwatywna, podparta wiedzą z zakresu Architektury, wyraża kategoryczne stwierdzenie, – podparte zresztą naturalnym zjawiskiem grawitacji – iż nie można rozpoczynać Dzieła Odbudowy Rzeczypospolitej od zarysów strychu (nawet nie 2-go pietra, jak już napisałem w pewnym komentarzu), czyli „nadbudówki ideologicznej”, powołując się na odpowiedzialność przed  Panem B*giem i historią (Historia – O zgrozo! - napisana była z małej litery!), a nie opierając się na Fundamencie Prawa i Legalizmu.

    Bez powyżej wymienionych Atrybutów, czyli braku fundamentu prawnego i legalistycznego (o legitymistycznym i etycznym już nawet nie wspominając!), każda deklaracja „ideolo” stanowi wyraz chciejstwa, samowoli i pustosłowia Osób, które Same Siebie „wywindowały na pozycje”, z których deklaracje takie wygłaszają.

   Z powyższego pustosłowia i braku fundamentów, bierze się także dość mało-entuzjastyczne (że będę uprzejmy) przyjęcie deklaracji ideologicznej, ze stycznia bieżącego roku, a zwłaszcza w sytuacji, gdy jest już początek Kwietnia… a tu ni słowa więcej… ani czynu żadnego… oprócz spodziewanej „zadymy” na 10-go Kwietnia, czy dopiero 3-go Maja.

    Zamiarem Myśli konserwatywnej nie jest zrażanie Osób, kierujących się Dobrem Godziwym (bonum honestum), do której to kategorii należą, miedzy innymi takie Cnoty obywatelskie, jak Miłość Ojczyzny, Poszanowanie Tradycji, etc., do uczestnictwa w tych Ruchach, lecz uświadomienie Im, że to One stanowią Podmiot owych Ruchów, a nie jego kierownictwo.

    Prawem zaś Podmiotów, jest uzyskanie od kierownictwa wszelkich Ruchów konkretnych perspektyw, dla których przywództwa te namawiają (wzywają) swoich Uczestników do podjęcia – w przestrzeni publicznej - działań realnych i konkretnych, zwykle nie do końca bezpiecznych, z uwagi na charakter protestu, wobec działań „państwa prawa”, na dodatek uzbrojonego „po zęby” wojskiem, milicją, zomo oraz niezliczonymi służbami specjalnymi.

    Zdaniem Myśli konserwatywnej, wzywanie do Czynu „pod egidą” pustosłowia „w imię B*ga i historii”, jest działaniem odległym od zasad etyki Cywilizacji Łacińskiej – bliskim zaś koszarowej Turańszczyzny, „wydającej rozkazy” swoim przedmiotom.

    Ten brak fundamentów prawnych i legalistycznych, legitymistycznych i etycznych, może wywołać wrażenie, iż jedynym celem owego kierownictwa jest tylko zamiana personalna na szczytach obecnej, anty-etycznej władzy, traktującej Obywateli jako przedmioty do grabieży podatkowej, a nie Podmiot i Suwerena w Państwie Polskim - bez znaczenia jaką formę polityczną Ono przyjmie.

    Pisząc powyższe słowa krytyki, Myśl konserwatywna ma nadzieję pobudzić Szacowne Kierownictwo do pracy intelektualnej…, a „doceniając” brak Czasu na takie „bzdety” prezentuje poniżej „gotowca”, opartego na Fundamentach Cywilizacyjnych, którymi „stała” Rzeczypospolita.

    Ponieważ Ruchy deklarują się jako Narodowe, przypominam słowa jednego z najwybitniejszych – obok przedwcześnie zmarłego Jana Ludwika Popławskiego – Przywódcę Narodowej Demokracji (formacji intelektualno-polityczno-filozoficznej utworzonej przez Wolno Mularzy Polskich, co przypominam zgryźliwie, znając niektóre „fobie” współczesnych Narodowców), Romana Dmowskiego, wzbogacone o interpretację Myśli konserwatywnej:

Należymy do chrześcijańskiej Europy i żyjemy etyką chrześcijańską, którą nazywamy często etyką miłości bliźniego, altruizmu lub wreszcie etyką ogólnoludzką. Gdy mówię – żyjemy etyką chrześcijańską, nie znaczy to, że postępowanie nasze w całości, albo nawet w części przeważnej jest z nią zgodne, ale tylko, że uważamy za moralne to, co się z nią zgadza, to zaś, co stoi z nią w sprzeczności potępiamy. Bo w postępowaniu naszym – mówię o postępowaniu przeciętnego mieszkańca chrześcijańskiej Europy – pierwotny egoizm, mający swe źródło w instynkcie samozachowawczym jednostki, o wiele większą odgrywa rolę, i nie ma wcale dowodów na to, żeby ludzkość obecnego okresu w miarę tzw. postępu cywilizacji coraz mniej kierowała się nim w postępowaniu. Obawiać się raczej należy, że jest przeciwnie. Nie zmniejsza to faktu, że uznana etyka jest chrześcijańska.”

         Narodowa-Demokracja uznaje legalizm Konstytucji 3 Maja, postrzegając odejście od Niej, jako przyczynę „zwyrodnienia idei niepodległości”:

                   „Konstytucja Trzeciego Maja jest wyrazem dwóch zasadniczych dążeń prawdziwie polskiego stronnictwa reformy, które nie z miana tylko było patriotycznym: pierwszym z nich było rozszerzenie praw politycznych, powołanie do życia politycznego nowych żywiołów, dające stronnictwu reformy charakter demokratyczny; drugim – zwiększenie powinności obywatela względem państwa, wzmocnienie rządu, ustalenie dynastii, słowem, reakcja na monstrualny liberalizm polityczny społeczeństwa szlacheckiego, dająca stronnictwu charakter państwowy, a jak byśmy dziś powiedzieli – narodowy.

         Targowica była tak dobrze protestem przeciw demokratyzacji społeczeństwa – w imię przywileju, jak przeciw wzmocnieniu państwa – w imię swobód obywatelskich. To był właściwy, wynikający z całego dziejowego rozwoju i z wytworzonego przezeń typu stosunków antagonizm: z jednej strony konserwatyzm, wyrażający się w arystokratyczno-szlacheckim liberalizmie politycznym Targowicy, z drugiej ruch postępowy, reformistyczny, ożywiony silnym duchem demokratycznym i narodowo-państwowym, utrwalonym w świetnym pomniku ustawodawstwa polskiego – w Konstytucji Trzeciego Maja.”…

                   „Jeden z humorystów naszych w żartobliwym felietonie kiedyś powiedział, że Trzeci Maj zszedł do grobu bezpotomnie. Jest w tym głęboka prawda. Naród instynktownie odczuwał wartość tej wielkiej daty i rocznica Konstytucji stała się świętem niezapomnianym, ale stronnictwa demokratyczne polskie, uległszy wpływom obcym, nie poszły wskazaną przez swych poprzedników drogą. Skutkiem tego idea niepodległości stopniowo zwyrodniała: największymi bodaj wrogami jej stali się dziś ci, co najgłośniej o niej mówią – bo kto powiada, że chce niepodległej Polski, ale zastrzega się, że musi ona być koniecznie rzecząpospolitą socjalistyczną, lub obraża się na myśl, że Polska mogłaby mieć swych żandarmów, policję, więzienia, że mogłaby się opierać na bagnetach i panować nad kimś, co sobie nie życzy jej panowania, ten sobie drwi z idei niepodległości. Takich, co wolą obce panowanie niż silny rząd własny, jest w Polsce o wiele więcej, niż się może zdawać, i niejeden z tych, co szczerze przeklinają pamięć Targowicy, jest sam w istocie przekonań swoich w połowie przynajmniej targowiczaninem.”

         Trudno jest tej analizie, sformułowanej przed 110 laty, odmówić racji i nie zauważyć jak trafna jest we współczesności, a zwłaszcza już w kwestii „obcego panowania”, za którym opowiedziało się 77,45% głosujących w referendum akcesyjnym, 2003 roku.

         Roman Dmowski wyraźnie, jak pokazuje poniższy cytat, właśnie w powrocie do „przerwanej tradycji” Konstytucji 3 Maja, widzi podstawy działania nowopowstającej Narodowej-Demokracji, podejmującej dorobek Przodków, celem odbudowania Państwowości Polskiej:

                     „Nienormalna ewolucja polityczna Polski historycznej włożyła na żywioły postępowe, dążące do odrodzenia narodu przez zreformowanie jego życia, obowiązek większej niż gdzie indziej pracy nad istotną demokratyzacją narodu, polegająca na przygotowywaniu szerokich mas do narodowego i politycznego życia, a z drugiej strony stworzenia silnego kierunku narodowego, dążącego do zwiększenia obowiązków jednostki względem społeczeństwa, budzącego przywiązanie do interesu narodowego polskie aspiracje państwowe. Zadania tego demokracja polska w pierwszej połowie nie podjęła w należytej rozciągłości, często zbaczając z właściwej drogi, w drugiej zaś nie tylko nie spełniła go, ale przez zapomnienie tradycji Sejmu Czteroletniego oddaliła jego spełnienie.

           Z tego stanowiska na rzecz patrząc, dzisiejsze wystąpienie na widownię naszego życia nowego ruchu politycznego, organizującego się w stronnictwo demokratyczno-narodowe, pracujące wśród mas nad ich oświatą i podniesieniem kultury politycznej, z drugiej zaś strony stojące silnie na gruncie interesu narodowego i starające się wytworzyć w duszy narodu pierwiastki niezbędne do polskiego życia państwowego, uważać należy jako zjawisko nadzwyczaj doniosłe, jako nawrócenie do przerwanej tradycji Trzeciego Maja i samorzutne wejście na właściwą drogę rozwoju myśli politycznej.”

         Skierowanie prac „nowego ruchu politycznego, organizującego się w stronnictwo demokratyczno-narodowe” – jak pisał Roman Dmowski - w kierunku tak zwanego „żywiołu polskiego”, czyli dobrowolnie spolonizowanych Obywateli wielonarodowościowej Rzeczypospolitej, (dla których Polskość była wyznacznikiem statusu cywilizacyjnego i kulturowego, gwarantującą wysoki status w zrzeszeniu), wymuszone zostało anty-Polską polityką zaborców oraz – jak już wspomniałem w akapitach powyżej – budzącego się pod jej wspływem nacjonalizmu, do czego dojść mogło tylko po zerwaniu misji cywilizacyjnej, z uwagi na zniewolenie ziem i Obywateli Korony.

         Pod wpływem działań rusyfikacyjnych i germanizacyjnych skierowanych przeciwko Obywatelom poczuwającym się do Polskości, „żywioły” – jak to ujmuje Roman Dmowski – „niepolskie” (czyli Obywatele Rzeczypospolitej, którzy nie ulegli „pokusie”, czy też atrakcyjności cywilizacyjnej polonizacji) łatwiej ulegały presji kulturowej i przez to dążyły do asymilacji z zaborcami, lub wykształcenia własnej Odrębności narodowej, przez co nie mogły – w tak skomplikowanej sytuacji politycznej – stać się celem działań Myśli Wszechpolskiej, stawiającej sobie za zadanie „rozbudzenie” i zjednoczenie przynajmniej ziem etnicznie polskich.

         Zaborcy nie przeciwdziałali także, w żaden sposób przejawom rewanżyzmu niektórych społeczności (zrzeszeń) mniejszościowych, które wykorzystywały zmianę Władzy do porachunków z Obywatelami poczuwającymi się do Polskości, co było zjawiskiem całkiem normalnym i – zdaniem Myśli konserwatywnej – przewidywalnym, z uwagi na fakt, iż żaden Organizm państwowy, a w tym i Rzeczypospolita nie jest państwem idealnym i nie przeżywającym konfliktów wewnętrznych, gdyż pełna harmonia społeczna i polityczna panuje tylko na wyspie Utopia.

         Podobna - do ówczesnej – sytuacja występuje i we współczesności, gdzie – poczynając już od PRL – wszelka Władza polityczna akcentuje jedność i Polskość ziem pojałtańskich, przedstawiając etniczność obecnego państwa prawa, jako ogromny sukces tej,  ułomnej - w swej istocie - formy Państwowości Polskiej, jaką jest III RP, i na niej budująca legitymizację swojego, opresyjnego panowania na tych, okrojonych ziemiach.

          Popierając prymitywny i sprzeczny z etyką Cywilizacji Łacińskiej, - czyli Katolicką Nauką Społeczną, z Niej wypływającą, - nacjonalizm polski, rządy sowieckie PRL oraz – jako jego kontynuacja – system przywiślański, ukrywający się przykrywką demokratycznego państwa prawa, wciąga na orbitę swoich działań politycznych nieudolnych naśladowców Idei państwowej Jana Ludwika Popławskiego i Romana Dmowskiego, z których Myśli Zachodniej oraz twórczości politycznej wynieśli – nie rozumiejąc głębi cywilizacyjnej i rządzącej nią Etyki – jedynie przeświadczenie o rzekomej wyższości Narodu Polskiego (cokolwiek to pojęcie, dla Nich oznacza) i Jego misji dziejowej.

         Powyższe przeświadczenie współczesnych narodowców, jest dokładnie takim rezultatem, jaki zaplanował swoimi działaniami geopolitycznymi Josif Wissarionowicz Dżugaszwili, zamykając etnicznych Polaków w etnicznych granicach państwa pojałtańskiego, wywołując tym entuzjazm, zadowolenie i poczucie przynależności narodowej wśród indoktrynowanych Obywateli tak stworzonego, a odległego od historycznych granic Rusi, państwa.”

„Idea Polski w Myśli konserwatywnej”. Recenzja książki na http://polacy.eu.org/3561/marek-stefan-szmidt-idea-polski-w-mysli-konserwatywnej-/

Ceterum censeo Conventum esse delendum.