now@ on-line styczeń 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

echa 19 rocznicy 

Aki:

mój pragmatyzm

bajdula:

dlaczego sekty są magnesem

związek partnerski

w poszukiwaniu sensu istnienia

na koniec wieku

Magdalena:

w obronie kobiet

apetyt na some

mats:

wyprawa do Thailandii

micra:

idą święta

StefanDetko:

realia, realizm i realiści

ZASADA:

spychoterapia

 

 

STATeria

 

 

Spojrzenie z prawej:                  StefanDetko

Realia, Realizm i Realiści

 

Motto:

„Żadnemu takiemu, który by choć rok jeden Moskalowi służył, nie wierzcie, wypędźcie go z waszej ziemi, bo nigdy z niego prawy Polak nie będzie”.

Po przeczytaniu powyższego cytatu, niektórzy „bardzo postępowi”,„nowocześni” a co najgorsze żyjący w błogiej świadomości „stabilizacji ustroju politycznego III RP” znajomi zwrócą mi uwagę (jak zwykle zresztą), na kompletny brak realizmu, życie poza realiami współczesnego świata, zaproponują, w imię realizmu, zaprzestanie babrania się w jakichś nikomu niepotrzebnych, dawno przebrzmiałych, więc nierealnych problemach et cetera i na koniec swych enuncjacji doradzą życzliwie konstruktywną zmianę poglądów w celu połączenia się z demokratyczną większością realistów. Dziękując za troskę o stan moich władz umysłowych, tudzież o spokój mego ducha oświadczam, że do klubu 3xR chętnie bym przystąpił gdyby nie pewne smutne, żałosne i wręcz hańbiące okoliczności powstania dzisiejszych realiów politycznych, popełnione przez realistów w imię realizmu i za bardzo konkretne realia.

Wyprzedaż Polski przez realistów ma bardzo długą i plugawą historię, której opisanie w szczegółach zajęłoby zbyt wiele miejsca i czasu, więc z konieczności ograniczę się do kilku przykładów najnowszych, których przebieg jest ogólnie znany, w przeciwieństwie do ich przyczyn, kulis i wpływu na kształt dzisiejszych realiów politycznych.

Pierwszym zwycięskim realistą, którego działalność kładzie się ponurym cieniem na dzisiejsze stosunki wewnętrzne jest pan Wojciech Jaruzelski, którego światłą decyzję wprowadzenia stanu wojennego 13-go grudnia 1981 roku popiera dziś 52% ankietowanych Polaków (wynik ankiety z dnia 13.12.81 nie jest znany, gdyż ankieterzy mieli tego dnia ręce zajęte bransoletkami i listami przewozowymi, a pałometry zliczające impulsy na ścieżkach zdrowia wykazały astronomiczne, a więc statystycznie niewiarygodne wartości). Pan Jaruzelski przez ostatnie 19 lat we wszystkich dostępnych mediach, począwszy od przychylnej mu zawsze i wielce usłużnej TVP a kończąc na pamiętnikach i Internecie, przekonuje – jak sądząc z wyników badań opinii publicznej dość skutecznie – o historycznej konieczności podjęcia „wszelkich kroków w celu zapobieżeniu anarchii”, uzasadniając grudniowe poczynania „groźbą zamachu stanu, przejęcia władzy przez opozycję i perspektywą załamania gospodarki” oraz jako naczelny powód: możliwością interwencji sowieckiej – to znaczy całą gamą argumentów z bezdennej skarbnicy realiów geopolitycznych i społecznych. Co z tego wszystkiego było prawdą? W gruncie rzeczy nic.

Gospodarka, po przeszło trzydziestu latach nieudolnego zarządzania (przez specjalistów z awansu społecznego), połączonego z rabunkiem na rzecz kieszeni własnej i braci ze wschodu, po krótkiej „koniunkturze” wywołanej przypływem gotówki z ogłupionego gierkowską „liberalizacją” zachodu, leżała na łopatkach, będąc właściwym powodem wybuchu strajków sierpniowych. Uratować tą gospodarkę nie mogłyby nawet reformy sięgające poza rzeczywistość panujących wówczas realiów, a już na pewno nie system reglamentacji dosłownie wszystkiego (łącznie z butami dla umrzyków) i watahy wojskowych stupajek nadzorujących pracę w zmilitaryzowanych zakładach pracy. Równie nierealna była groźba zamachu stanu. Grupa styropianowych doradców kierownictwa Związku, wywodząca się ze środowisk marksistowskich naprawiaczy systemu komunistycznego, stalinowców i byłych członków PZPR, pod hasłem zbratania się inteligencji z robotnikami skutecznie pacyfikowała wszelkie tendencje sprzeczne z duchem „przewodniej roli partii”, odsuwając od wpływu na decyzje taktyczne Komisji Krajowej „elementy radykalne i nieodpowiedzialne”. Podobnie sprawa wygląda z domniemanym zagrożeniem interwencją sowiecką. Pan Jaruzelski, jako zaufany współpracownik Kremla, był doskonale poinformowany o podjętej przez Moskwę w początkach 1981 roku decyzji o nieagresji na Polskę, spowodowanej obawą sowietów przed bankructwem wojny na dwa fronty. Poza tym, kto, jak kto, ale wybitni historycy stanowiący trzon doradców Solidarności powinni wiedzieć, że wszystkie agresje sowieckie na buntujących się satelitów przeprowadzane były zawsze z zaskoczenia, z zachowaniem do końca pozorów akceptacji. Werbalne ataki propagandowe o zaawansowanych przygotowaniach do interwencji w Polsce dowodziły zupełnie przeciwnych zamiarów Moskwy, budującej w ten sposób alibi dla swoich nadwiślańskich podwykonawców. Prawdziwym powodem wprowadzenia stanu wojennego była realna obawa pana Jaruzelskiego przed puczem własnych towarzyszy partyjnych, szukających wśród typowych dla PZPR walk frakcyjnych, okazji do przejęcia władzy. Koszty społeczne tej ponurej zagrywki są niewymierne, a rozliczenia tej zdrady i hańby narodowej nadal nie widać, o czym poniżej.

Kolejne brzemienne w skutki zwycięstwo realizmu i realistów zanotowane zostało pod hasłem „okrągły stół”. Posiada ono bezpośredni wpływ na otaczającą nas rzeczywistość polityczną, wraz z jej wszystkimi anomaliami, a jest dziełem grupki ideowych marksistów, pod wodzą pana Bronisława Geremka. Wielki ten i dla sprawy realizmu wielce zasłużony realista (członek ZMP i PZPR od roku 1950 aż do zawieruchy 1968 roku, w czasach stalinizmu studiujący za partyjne stypendium na paryskiej Sorbonie) w latach 82-89 wykreowany przez zwolenników „finlandyzacji” i porozumienia „jak Polak z Polakiem” na czołowy autorytet podziemnej Solidarności, był dla ekipy rządzącej rozpadającego się już PRL-u idealnym partnerem do prowadzenia rozmów. Rozmowy te z punktu widzenia ówczesnej władzy miały na celu zagwarantowanie bezkarności elitom partyjnym i represyjnym oraz zapewnienie nienaruszalności ich wpływów politycznych, i finansowych. Aby cele te zostały osiągnięte ekipa rządowa musiała dobrać sobie takich „przeciwników”, których postawy ideologicznej mogli być pewni: realistów pragnących komunizmu zreformowanego, „z ludzką twarzą”. Według tych właśnie kryteriów osobowych dobrano trzon pozostałych negocjatorów, okraszając ten pasztet kilkoma niezorientowanymi i księżą sutanną do kompletu. Pokropiono to rzęsiście gorzałką i zdezorientowanemu społeczeństwu zafundowano 35%-ową demokrację, wychwalając to jako idealny kompromis, zawarty w imię realiów i realizmu, wręcz wymuszony na władzy mającej na swe rozkazy zdecydowane na krwawą łaźnię oddziały milicji, wojska, i stacjonujące w Polsce krwiożercze oddziały sowieckie. Jednym słowem pełen sukces opozycji i jej liderów.

Czy rozmowy okrągłego stołu były w ogóle potrzebne? Zależy, komu. Z punktu widzenia władzy komunistycznej rozmowy te były jedyną szansą przetrwania w nadchodzącej rzeczywistości. Z punktu widzenia społecznego były zupełnie bez sensu, gdyż system komunistyczny rozpadał się samoistnie na skutek bankructwa i władza dosłownie leżała na ulicy. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego strona opozycyjna podjęła te rozmowy i po co doprowadziła do zawarcia jakiegokolwiek porozumienia? Odpowiedź na te pytanie kryje się w strukturze „strony opozycyjnej” tudzież w analizie tego, co by się stało, gdyby do układu w Magdalence nie doszło.

Cofnijmy się teraz wstecz i zachowując w pamięci obraz dzisiejszej sceny politycznej, i jej prominentów wyobraźmy sobie, że w 1989 roku, równolegle do demokratycznych przemian u naszych sąsiadów, w Polsce po władzę sięgają siły niezwiązane z grupą styropianowych doradców Związku. (Było to więcej niż prawdopodobne, gdyż wbrew szumnym wypowiedziom i propagandzie własnej ważności, grupa ta nie cieszyła się w społeczeństwie wielkim poparciem, a szerokim masom społecznym nie była w ogóle znana. Powszechnie znano tylko Lecha Wałęsę znajdującego się pod przemożnym wpływem grupy skupionej wokół Bronisława Geremka oraz niepozornej teczki z napisem „Bolek”) W wyniku naszej symulacji, w czerwcu 1989 roku u władzy znajdują się ludzie, np. z otoczenia Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy lub niepodległościowcy z byłego KPN jak Romuald Szeremietiew, i rozpoczynają proces demokratyzacji kraju wzorem sąsiednich Niemiec wprowadzając zakaz pełnienia funkcji publicznych przez byłych członków PZPR oraz rozpoczynając proces lustracji na podstawie archiwów SB. Nu i chwacit.

Nakładając na dzisiejsze, szczęśliwe realia, filtr możliwych demokratycznych przemian sprzed dekady, doprowadziliśmy (na szczęście tylko w mojej chorobliwej wyobraźni) do kompletnej anihilacji polskiej sceny politycznej początku trzeciego tysiąclecia. Przy zastosowaniu tylko dwóch kryteriów normalnych w państwach demokratycznych, z dzisiejszych realiów znikają, o zgrozo: cała wierchówka SLD, wraz z Prezydentem Dwóch Kadencji oraz nieodżałowanym Olinem, Leszek Balcerowicz wraz z bagażem 10 lat wyprzedaży polskiej gospodarki, Pierwszy Premier Tadeusz Mazowiecki razem z „grubą kreską” i Orderem św. Jerzego przyznanym mu przez czytelników Tygodnika Powszechnego za współudział w aresztowaniu Prymasa Wyszyńskiego i tępienie ich pisma w latach 50-tych, Bronisław Geremek główny architekt niemocy koalicji AWS-UW dążący ze wszystkich sił do połączenia się z macierzystą SLD, Andrzej Olechowski zawodowy rozbijacz struktur demokratycznych itp., itd. Istny horror.

Idea i wykonanie „okrągłego stołu” leżały w interesie dwóch, pozornie przeciwstawnych, grup społecznych: ratującego swą egzystencję establishmentu i szukających mandatu społecznego pretendentów. Owocem tych machinacji jest z jednej strony totalna bezkarność przestępców ery komunistycznej oraz bohaterów stanu wojennego z panami Jaruzelskim i Kiszczakiem na czele, z drugiej zaś realne koncesje polityczne, jakie grupa ugodowa, reprezentowana przez panów Geremka i Mazowieckiego, otrzymała w zamian za cenę uratowania interesów bezpieczeństwa i ekonomii byłego systemu. Pochodną tamtych wydarzeń są także z jednej strony fortuny byłych aparatczyków partyjnych i oprawców z UB/SB, a z drugiej strony bezsilne łzy rozpaczy osieroconych rodzin Górników z Wujka, którzy, według uprzejmych i kulturalnych słów pana Wojciecha Jaruzelskiego, wygłoszonych w TVP, w 19 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, zostali zabici „gdyż zaistniało niebezpieczeństwo, że w kraju będzie zimno”.

Na pytanie: czy układ okrągłego stołu został przez stronę komunistyczną wymuszony? niech odpowie osoba najbardziej kompetentna, pan Bronisław Geremek, który w dziesiątą rocznice Magdalenki powiedział: „...wtedy okazało się, że druga strona nie może liczyć ani na wojsko, ani na Związek Radziecki, ani na policję, czyli nie ma możliwości siłowego narzucenia swojej woli”. Nic dodać, nic ująć...

Kultura językowa polskiego realizmu obfituje w zwroty o charakterze patriotycznym, naładowane troską o dobro kraju, zachowanie realiów geopolitycznych, rozsądku i umiaru. Niezorientowanemu w meandrach polskiej polityki realnej obserwatorowi trudno jest rozeznać się w prawdziwości stwierdzeń wygłaszanych przez wszystkie te światłe autorytety, czego dobitnym przykładem może być otwierający te krótkie rozważania cytat, pochodzący z ust arcyzdrajcy Henryka Rzewuskiego, zaufanego członka świty generała Paskiewicza. Wynikiem tej nieświadomości a „kto nic nie wie, ten musi we wszystko wierzyć”, są kolejne zwycięstwa realizmu zaszczepianego nam przez realistów, w myśl proroczych słów gubernatora rosyjskiego, naznaczonego przez Cara Wszechrosji po upadku Powstania Styczniowego: „Nikakoj Polszy nikagda nie budiet!”.

strona główna