now@ on-line 19 luty 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

polityka i drób

bajdula:

pamela di caprio

lula68:

podróż sentymentalna

Magdalena:

smak uświęca środki

brać czy nie brać

#Marcel:

rozgrzeszenie

syndrom białoruski

mats:

u sąsiadów

Misia#1:

III tysiąclecie

StefanDetko:

kat i ofiara

debeściak

ZASADA:

wbrew

ZIM:

POTOP

uniwersytet now@:

Anna Jurczak:

nagrody i kary

Anna Rataj:

rachunkowość

STATeria

 

 

spojrzenie z prawej:

StefanDetko

kat i ofiara

czyli studium subtelnej miłości

 

„...są ludzie, którzy kłamią, po prostu aby kłamać.” „...nieszczęście w tym, iż kto chce być aniołem, bywa bydlęciem.” Blaise Pascal „Myśli”

Ostatnimi czasy w środkach masowego przekazu pojawiają się próby rehabilitacji przestępców stanu wojennego. W grudniu ubiegłego roku, w 19-tą rocznicę jego wprowadzenia, telewizja publiczna zamieściła hańbiący ją wywiad z Wojciechem Jaruzelskim, z którego dowiedziałem się między innymi, że Górnicy z Wujka zginęli „gdyż zaistniało niebezpieczeństwo, że w kraju będzie zimno” (now@ on-line styczeń 2001), zaś sam głównodowodzący juntą przedstawiony został jako patriota i człowiek dobrej woli. Wywiad przeszedł bez większych protestów opinii publicznej, a 52% ankietowanych Polaków stwierdziło, że generał – wprowadzając stan wojenny - miał rację. Kontynuacją polityki wybielania sprawców zbrodni stanu wojennego zajęła się także Gazeta Wyborcza, której redaktor naczelny, więziony w latach osiemdziesiątych za działalność opozycyjną, udzielił wywiadu pospołu ze swym głównym oprawcą – ówczesnym szefem MSW i naczelnym klawiszem PRL-u – Czesławem Kiszczakiem.

Wywiad – rzeka, obejmujący tematycznie punkty kulminacyjne dyktatury PRL, z dygresjami sięgającymi czasów sprzed II Wojny Światowej, ukazuje drogę i wybory życiowe dwóch szlachetnych adwersarzy, walczących z rożnych pozycji o ten sam, wzniosły cel. Artykuł ten, opublikowany pod znamiennym tytułem „Pożegnanie z bronią”, sugerującym zawarcie historycznego kompromisu pomiędzy rzekomą opozycją niepodległościową, na przedstawiciela której kreuje się Adam Michnik, a dobrotliwym – przedstawianym jako mniejsze zło - reżimem komunistycznym w wydaniu Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, pełen kłamstw, fałszu, niedomówień i kpiny z czytelników nie znających faktów z przeszłości, jest w rzeczywistości kolejną próbą zafałszowania historii i opisem działalności, udających patriotów, zdrajców sprawy suwerenności Polski.

Rozmowa byłego opozycjonisty i ciągle aktualnego przestępcy – prowadzona między innymi przez Monikę Olejnik, której dotąd nigdy nie podejrzewałem o branie udziału w tak haniebnych poczynaniach, lecz nazwisko pułkownika Olejnik, oficera UB, które padło w trakcie wywiadu z ust Kiszczaka wszystko mi wyjaśniło – przypomina flirt zakochanych w sobie nastolatków, piszących do siebie listy miłosne, wytykających sobie nawzajem drobne przewinienia, droczących się o szczególiki pożycia, lecz w konkluzji - po wybaczeniu wzajemnych krzywd, zapewniających się o wiecznym i bezgranicznym uczuciu.

Nie winię redaktora Gazety Wyborczej za to, że swą subtelną, wręcz perwersyjną – z uwagi na fascynację mundurem stupajki - miłość do komunizmu wywiódł z domu rodzinnego, (biografia Adama Michnika) lecz mam do niego pretensję o to, że przez całą swą działalność opozycyjną i wydawniczą udawał i udaje tego kim nigdy nie był – rzecznikiem niepodległości Polski.

Czytając naprawdę wzruszający list Adama Michnika do Czesława Kiszczaka, napisany z aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej w grudniu 1983 roku oraz inne jego wypowiedzi odnosi się wrażenie, iż ich autor – kreowany przez ówczesną, przeważnie lewicową, prasę podziemną oraz przez władze komunistyczne na wroga publicznego nr 1 PRL – jest gorącym patriotą, pragnącym szczerze obalenia panującego systemu i usunięcia zależności Polski od ZSRR. Nic bardziej mylącego, gdyż Adam Michnik nigdy nie negując zasady wyższości ustroju komunistycznego, walczył jedynie o jego bardziej humanitarną wersję – tak zwany „komunizm z ludzką twarzą”, a w sprawach stosunków międzynarodowych był zwolennikiem głośno propagowanej przez socjalistów z kręgu „Kultury” paryskiej (Juliusz Mieroszewski i epigoni) idei „finlandyzacji” Polski, to znaczy jej politycznej podległości Związkowi Sowieckiemu.

Takie ustawienie biegunów politycznych – nie negujący istoty komunizmu ani sojuszu z ZSRR Adam Michnik i środowisko KOR kontra władza komunistyczna – było bardzo wygodne dla obydwu stron, gdyż sugerowało społeczeństwu istnienie tylko jednej siły sprzeciwiającej się systemowi PRL, a także służyło pokazaniu jedynej drogi do zmiany istniejących realiów politycznych poprzez zamianę złej, wypaczającej słuszną ideę komunizmu, ekipy rządzącej na lepszą – w ramach tego samego systemu podległości Związkowi Sowieckiemu wymianę leninistów na trockistów. Układ ten kamuflował dosyć skutecznie, przy wydatnej pomocy prasy podziemnej i skupionych pod przewodnictwem Bronisława Geremka tak zwanych „niezależnych” środowisk opiniotwórczych (dzisiejszy trzon Unii Wolności), istnienie trzeciej siły politycznej reprezentowanej przez, na równi z Adamem Michnikiem represjonowanych i więzionych, działaczy niepodległościowych: Romualda Szeremietiewa, Tadeusza Stańskiego, „Pabla” Jandziszaka i Leszka Moczulskiego.

Wyjątkową perfidię środowisk reprezentowanych przez Adama Michnika i Bronisława Geremka, tych zakłamanych zwolenników wolności i pluralizmu, znamionuje fakt, iż przez cały okres legalnego działania NSZZ Solidarność działacze niepodległościowego KPN-u przebywali w więzieniach, i nikt z tych fałszywych demokratów nigdy nie wystąpił z publicznym wnioskiem o ich uwolnienie, uznając uwięzienie Konfederatów, których nadrzędnym celem było przywrócenie niezawisłego Państwa Polskiego, za rzecz normalną, wręcz pożądaną, a na pewno już niegodną uwagi. Pod presją tych właśnie środowisk, której w niezrozumiały dla mnie i w do dziś niewyjaśniony sposób uległ profesor Wiesław Chrzanowski, odwołano zorganizowany przez NZS Marsz Gwiaździsty, mający szansę nie tylko na uwolnienie więźniów politycznych ale także na obalenie ustroju PRL i to na długo przed przygotowywanym, i upragnionym przez „koła postępowe” Okrągłym Stołem.

Zniknięcie dyktatu PZPR, Paktu Warszawskiego i nawet samego ZSRR nie zmieniło nic w stosunku Adama Michnika do komunizmu, a zwłaszcza jego subtelnej miłości do jego prominentów i rzeźników. Przez cały okres trwania III Rzeczypospolitej wytrwale broni on przestępców stanu wojennego – zaczynając od ZOMO-wców oskarżonych o zamordowanie Górników z kopalni Wujek („w imię pojednania darujmy im kary”), rozgrzeszając w czambuł Wojciecha Jaruzelskiego i kończąc na Czesławie Kiszczaku odpowiedzialnym za wszystkie zbrodnie podległego mu resortu, a zwłaszcza za bestialskie zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki.

Analizując zachowanie się Adama Michnika w ciągu ostatniego dziesięciolecia, a zwłaszcza jego - głównego „opozycjonisty” - wycofanie się z polityki i unikanie życia publicznego oraz wytrwałą obronę głównych sprawców zbrodni stanu wojennego, dochodzę do wniosku – popartego wypowiedzią jednego z przyjaciół i doradców Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który na pierwszym, historycznym spotkaniu pomiędzy przedstawicielami Rządu Londyńskiego, a działaczami niepodległościowymi (akcja „Wesele”, którą współorganizowałem, Austria 1988 rok) ostrzegał przed kontaktami z Adamem Michnikiem, ponieważ był on „rezydentem KGB w opozycji” – że podłożem tych wszystkich zachowań jest strach przed ujawnieniem znajdujących się w rękach Jaruzelskiego i Kiszczaka dokumentów potwierdzających, będącą kontynuacją swoistej tradycji rodzinnej (Ozjasz Szechter NKWD, Helena Michnik NKWD, Stefan Michnik - ferujący wyroki śmierci prokurator z ramienia UB - NKWD), współpracę Adama Michnika z wywiadem sowieckim.

Uzależnienie Adama Michnika od Czesława Kiszczaka przejawia się najwyraźniej w opisach zakresu kompetencji byłego szefa bezpieczeństwa, gdzie ten wszechwładny jeszcze przed dekadą szef „resortu”, odpowiedzialny za działania i ekscesy oddziałów ZOMO, SB i wszystkich innych przestępczych organów zbrojnych PRL-u, przedstawiony jest jako człowiek niezorientowany w pracy podległych mu wydziałów („nie da ręcznie sterować 200 tysiącami podwładnych”), przez nich okłamywany („do dnia dzisiejszego byłem przekonany, że moje polecenia zostały wykonane” i „Piotrowski uraczył mnie bajką”), a wręcz lżony i wyrzucany przez podległych mu oficerów z pokoju („gdy odwiedziłem pułkownika Adama Pietruszkę, ten zachował się po chamsku. Zaczął na mnie wrzeszczeć. Wyszedłem.”).

Po przeczytaniu powyższych, wzruszających sentencji oraz całej, podobnej im w treści reszty wywiadu, przestałem się dziwić, iż Adam Michnik na łamach swojej gazety pozwolił wypłakać wszystkie te afronty biednemu, zastraszonemu i niekompetentnemu Generałowi SB, który stał się komunistą, gdyż „przed wojną jedliśmy żołędzie”, a którego - pełnego miłości patriotę - „Pietruszka potraktował po chamsku, a Piotrowski niepoważnie”.

„Pożegnanie z Bronią” – już w samym tytule sugerującym zaprzestanie rozliczeń z przestępcami stanu wojennego - jest kolejnym zamachem Adama Michnika na prawdę o realiach życia w PRL, wyrządzającym wiele zła młodemu, nie znającemu historii Polski i komunizmu pokoleniu, mieszającym pojęcia dobra i zła, i jak to zauważył cytowany na wstępie tych rozważań znakomity znawca ludzkich zachowań Blaise Pascal: czyniącym aniołów ze zwykłych bydląt. Adam Michnik w swojej gazecie kłamie aby kłamać metodą podpatrzoną w domu rodzinnym, u matki Heleny Michnik piszącej po przejęciu w Polsce władzy przez sowietów podręczniki historii dla szkół, fałszując fakty w myśl zasady „kto nic nie wie, musi we wszystko wierzyć”.

Kończąc te krótkie studium subtelnej miłości pomiędzy byłym więźniem a stupajką jestem pewien, iż w najbliższej przyszłości Adam Michnik, istne wcielenie miłującego rosyjskie samodzierżawie arcyzdrajcy Szczęsnego Potockiego, ten „Chrześcijanin bez Boga” odpuszczający najgorszym zbrodniarzom wszelkie winy, bez ich uprzedniego wyznania, skruchy, obietnicy poprawy, naprawienia wyrządzonych krzywd i pokuty, przedstawi w Gazecie Wyborczej sylwetkę największego przyjaciela Polski, bliskiego mu duchem Józefa „Saso” S.

powrót do strony głównej